poniedziałek, 16 stycznia 2012

# 44 - "Bóg ich za to skaże." W ciemności - opinia.

Żeby była jasność - "W ciemności" to najlepszy film od czasu "Czarnego Łabędzia."

Przede wszystkim jestem pełen uznania dla gry aktorów. I to nie tylko Roberta Więckiewicza czy Kingi Preis, ale dla wszystkich bez wyjątku. Nawet role epizodyczne (sprzedawczyni), lub drugoplanowe (dzieci) wypadły bardzo przekonująco. Szczególnie wyróżniłbym Agnieszkę Grochowską (np. scena masturbacji - przegenialna, może nawet lepiej od Portman w "Czarnym Łabędziu") i - wiadomo - Więckiewicza. Skubany dostał tak barwną postać do zagrania, że spieprzyć się tego nie dało. A aktor nie dość, że nic nie spieprzył, to jeszcze sporo dodał od siebie. Szczególne wrażenie robi jego mina, kiedy to prowadzi swojego ukraińskiego kumpla po kanałach i zaraz potem, jak świeci latarką po twarzach Żydów. A w jego wyrazie twarzy widać, że właśnie dokonuje wyboru...


Najlepszym elementem - który powinien być w tego typu filmach standardem (ale nie jest) - jest zachowanie oryginalnych języków i wprowadzenie napisów. Mamy germański, jidysz, bałak itd. Och, gdyby tak w każdym filmie, bohaterowie mówili po swojemu. A już gwara lwowska Sochy, to wydaje się majstersztyk. Ciekaw jestem, co mówią o tym filmie rodowici Lwowianie.


Ja kocham muzykę filmową i bardzo mi jej brakowało w tym filmie. Dopiero pod koniec słyszymy jakiś bardziej melodyczny utwór. W filmie jest tyle emocji, że widz nie potrzebuje dodatkowego bodźca do wywołania smutku a nawet płaczu, jednak byłbym wielce pocieszony, gdyby jakiś chwytający za serce utwór się pojawiał. Bo lubię. Mógłbym go potem słuchać jeszcze lata, po pierwszym seansie.


W filmie jest sporo seksu (ktoś go nazwał zwierzęcym), poród w ekstremalnych warunkach i niemało drastycznych zdarzeń. Zaraz zwierzęcy...jest jedna rewelacyjna scena z biorącą prysznic Grochowską i miłością, która po niej następuje i to sto procent miłość, nie jakieś tam instynkty. To naprawdę bardzo piękna i subtelna scena. Uroda aktorki też jest dokładnie taka - subtelna - więc niejeden widz ma w scenach z jej udziałem (głównie w tej) łzy w oczach i umiłowanie dla piękna w duszy.



Zdjęcia (już nagrodzone) są świetne. Szczególnie "na dole". Jest brud, są szczury, jest oświetlenie kanałów na tyle wyważone, aby film nie był ani za czysty/jasny (bo to kanały), ani też za bardzo ciemny (bo widz). Są piękne zbliżenia na Więckiewicza, który jednym małym napięciem mięśnia twarzy potrafi wyrazić odpowiednią dla danej sceny emocję. Akcja filmu dzieje się w dwóch światach. Jeden to kanały, gdzie ukrywają się Żydzi, drugi - życie prywatne Sochy na górze. Oglądając, naprawdę to wchodzimy to wychodzimy z kanału razem z Leopoldem Sochą. Ciemność kanałów i nagle rażące światło kolejnej sceny "u góry". I tak w kółko. Te rażące oczojebne przejścia z totalnej czerni w rażącą biel są celowe, abyśmy poczuli się jak główny bohater. Rewelacyjne rozwiązanie.



Podobno Holland trochę zakłamała historię Stefka. W filmie wyszedł na tchórza a w rzeczywistości pomagał Sosze do samego końca. Reszta w porządku. Na samym początku filmu jest taka scena, że Socha i Stefek idą przez las a za drzewami "miga" coś białego. I od razu dostajemy odpowiedź, której nie zdradzę, ale trzeba widzieć, że takie ukazanie tej sytuacji, wbiło w fotel.


Jeszcze raz usłyszę/przeczytam gdzieś, że film jest antypolski czy anty- (i tu wpisz dowolne słowo), to zwymiotuję własne jaja. Jest taki, jak ma być. Wszyscy są ludzcy. Wygłodniali Żydzi rzucają się na jedzenie i kochają się, kiedy mają ochotę na odrobinę bliskości (czasem jest to potrzeba czysto seksualna), Socha jest prostaczkiem - takim Polaczkiem - pełno w nim wiary w stereotypy, ale jest człowiekiem religijnym, więc w końcu się zmienia, Ukraińcy to niezła banda skurwysynów... Nie uważam, że bardzo ludzkie, czyli nazwijmy to naturalne zachowania powinny być uznawane za plus filmu. Ale tak jest w istocie, ponieważ w porównaniu z większością filmów o holocauście, nie ma tu podziału na dobrych i złych. Każdy ma wady i zalety. Np. Żydzi początkowo mocno wkurzają Sochę swoim zachowaniem, nie są takimi niewinnymi ofiarami, jak dajmy na to w Liście Schindlera. Ludzie mają być ludźmi i są nimi w obrazie Agnieszki Holland. Jedni mają taki charakter, inni taki. Standard.



"W ciemności" porównuje się na każdym kroku z wiadomym filmem Spielberga. Bardzo podobała mi się "Lista Schindlera" i choć nie znamy w 100% prawdziwej historii Schindlera (są różne opinie), to dziwie się, że ktoś uważa to za cukierkowy i wygładzony obraz jakiegokolwiek człowieka. Są tacy ludzie, którzy na pewno postąpiliby tak jak Schindler w oskarowym filmie. Jeśli on taki kryształowy nie był to nieładnie, że tak go wygładzili. Prawda historyczna, to chyba jednak podstawa. Film jest świetny, tak samo jak "W ciemności". Socha jest oczywiście bardziej wiarygodny od Oskara, bo takich jak on cwaniaczków jest na świecie trochę więcej niż stuprocentowych aniołów.

"W ciemności" trwa 2:20 a czas mija jak minut trzydzieści. Wciąga jak mało co. Pani reżyser postawiła na realizm, nie ma patosu i pieprzenia o tym, że ty jesteś zły, ty dobry, ten jest bohaterem a ten skurwielem. Żaden Niemiec nie gada po angielsku, Żydzi jadą w jidysz, Polacy z ulic Lwowa bałakiem . Na pewno film to trudniejszy w odbiorze, niż "Lista Schindlera" czy "Pianista". Tam nie ma stuprocentowo dobrej postaci. Film Agnieszki Holland jest rewelacyjny i w stu procentach oddał realia epoki. Być może to nawet arcydzieło, ale to stwierdzę (zapewne) po drugim seansie.

wtorek, 27 grudnia 2011

# 43 - Syndrom obwoluty Blankets.

W sieci pojawiają się już pierwsze zapowiedzi komiksów, które powinny pojawić się na półkach polskich fanów w 2012 roku. Moim (i pewnie nie tylko moim) zdaniem, największym hitem powinno okazać się wydanie "Habibi" Thompsona. Ja dostaję białej gorączki, kiedy oglądam zdjęcia niedawno wydanego komiksu autora "Blankets".
Niemcy już mają swoją wersję językową. A my? Czy da radę wydać to w 2012? Miejmy nadzieję.

Zdjęcia, mówiące "KUP MNIE":









Wyklejka:



Wnętrze niemal 700-stronicowego potwora:




Craig Thompson podpisuje...



...a szczęściarze i szczęściary cieszą się z autografów






Nieźle to wygląda razem z "Blankets".



Fajny jest też składany kartonowy dodatek z połączonymi światami z albumów "Żegnaj Chunky Rice", "Blankets" i "Habibi".



I prawdziwa rewelacja. "Habibi" w folijce:D



I na koniec taki bonus. Szczerze mówiąc nie wiem co to jest, ale rządzi.



Tymczasem na Amazonie, "Habibi" w twardej oprawie kosztuje dziś w przeliczeniu na polski 55 złotych...

poniedziałek, 12 września 2011

# 42 - Filmowy sierpień.

1. Wrony (1994) 7/10 - Młoda, pozbawiona miłości matki dziewczynka, opiekuje się jeszcze mniejszą dziewczynką, traktując ją tak, jak nauczyła się od dorosłych. Piękne zdjęcia, jeden dobry motyw muzyczny i znakomita gra dziewczynek. Warto.



2. Tron we krwi (1957) 9/10 - Szekspir + Kurosawa - z tego musiało wyjść coś dobrego. I powstało niemal arcydzieło. Szacunek dla Mifune za prawdziwe strzały - kto widział, ten wie. Bardzo lubię piosenkę o pajęczynowym zamku z początku (i końca) filmu. Tytuł "Tron we krwi" może mylić, nie ma tam za wiele krwi. Bowiem film ten, polega na długich ujęciach i gadaniu. Nawet gdy Mifune ma kogoś - za namową suki żony - zamordować, widzimy tylko jak odchodzi i chwilę później wraca z zakrwawioną bronią. Bardzo lubię.



3. Siedmiu samurajów (1954) 9/10 - Kurosawa po raz drugi. Tym razem pokazuje, że potrafi zrobić wciągający film przygodowy. Jest epicko, ale dopiero od połowy filmu. Pierwszą godzinę wieśniacy montują ekipę samurajów, potem przygotowują się na odparcie ataku, aż w końcu mamy potyczki. Oczywiście Kurosawa wplótł w główną historię, kilka znakomitych wątków pobocznych. Plus za najlepszą rolę Mifune, ze wszystkich jakie widziałem.



4. Straż przyboczna (1961) 8/10 - najpierw widziałem hołd dla Kurosawy z Willisem, później plagiat z Clintem a dopiero na końcu pierwowzór z Mifune. Western na Dzikim...Wschodzie. Bezimienny rewolwero...samuraj, przybywa do miasteczka cierpiącego na plagę wszy, pod postacią dwóch band rywalizujących ze sobą przestępców. Mifune "robi porządek" w dźwięk znakomitego, cwaniackiego motywu muzycznego. Plus trochę głębi. I tyle. Lubię.



5. Bunt (1967) 9/10 - film o miłości. Samuraj musi słuchać swojego pana. Zawsze. Ale czy na pewno 'zawsze'? Nawet jeśli władca igra z jego uczuciami? Nawet jeśli władca odbiera mu żonę? Kocham ten film.



6. Zemsta (2002) 9/10 - komedia doskonała. Sam tekst Fredry jest czymś niekończenie zajebistym a Wajda wziął z niego to, co najlepsze i zatrudnił doskonałych aktorów. Gajos jest klasą sam dla siebie. Seweryn, Figura czy Buzek nie gorsi. Właśnie, Agata Buzek to świetna aktorka. A te jej diabelskie spojrzenie...ach! - idealna aktorka do roli Klary, nie spodziewałem się tak znakomicie zagranej postaci. Roman Polański w roli Papkina - to trzeba zobaczyć. Tylko Olbrychski jakoś gorzej wypadł niż zwykle, nie wiem dlaczego. Plus ten cudowny, ośnieżony zamek i teatralna scenografia. No i muzyka Kilara. Uwielbiam.



7. Siedmiu wspaniałych (1960) 6/10 - zrzyna z Siedmiu samurajów, pozbawiona większości głębi i pobocznych wątków pierwowzoru. Połączono też postacie młodego samuraja i Mifune. Może być.




8. Ran (1985) 10/10 - Arcydzieło nad arcydziełami, film samurajski nad filmami samurajskimi, ekranizacja dzieła Szekspira nad ekranizacjami dzieł Szekspira. Film doskonały. Wizualnie, widowisko rozbuchane jak sztuka Bizancjum. Kostiumy (szyto je dwa lata), zdjęcia, scenografia (nawet spalony na potrzeby filmu zamek, jest w skali 1:1!) Plus doskonała intryga, masa krwi, bitew i pieprzonego geniuszu, Panów Szekspira i Kurosawy. Niektóre fragmenty widziałem już po 30 razy. A 6-minutowa sekwencja ataku na zamek, z wyciszeniem całego głosu w jej czasie i słyszalnym tylko utworem symfonicznym, jest czymś nieskończenie doskonałym. Do tego filmu można się modlić.



9. Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach (2011) 8/10 - bardzo lubię wszystkie filmy z tego cyklu. Trochę męczyły mnie te pościgi z początkowych 25. minut filmu, ale później było tylko lepiej. Ozdobą filmu jest niewątpliwie charyzmatyczna, pięknie starzejąca się Penélope Cruz. Kiedyś w ogóle mi się nie podobała, obecnie uważam ją za piękną kobietę. Lubię wątek poboczny z misjonarzem i syreną. Bardzo dobre kino przygodowe. Cieszę się, że kolejne części Piratów trzymają poziom a nie tak jak Indiana Jones, że pierwsza fajna, druga gorsza, trzecia znakomita a o czwartej lepiej zapomnieć. Ma być piątka, o której poziom jestem spokojny. Piętnastu chłopa na umrzyka skrzyni, yo-ho-ho i butelka rumu;-)



10. Stalingrad (1993) 8/10 - film, w którym tragizm (prawdopodobnie) jest pokazany jeszcze mocniej niż być powinien. Prawdopodobnie, ponieważ sam na wojnie nigdy nie byłem i mogę co najwyżej przypuszczać. Bardzo lubię "śnieżne" filmy wojenne toteż byłem zachwycony bitwą piechota niemiecka vs. czołgi rosyjskie.



11. Lawa. Opowieść o "Dziadach" Adama Mickiewicza (1989) 8/10 - widziałem kiedyś dawno na lekcji Języka Polskiego i wtedy bardzo mi się film podobał. Teraz podoba mi się jeszcze bardziej. Lubię sławny monolog Holoubka, ale dla mnie największą siłą filmu są sceny na cmentarzu ze zjawami. Teresa Budzisz-Krzyżanowska wymachująca krzyżem i żegnająca duchy słowami: "Widzicie Pański krzyż?" przegoniłaby nawet samego Hrabiego Draculę:-) Jan Nowicki w roli Pana przeraża i poraża! Rzecz bardzo w moim guście.



Filmem miesiąca zostaje "Ran" (1985). Mimo bardzo dużej konkurencji w tym miesiącu, nawet na chwilę nie był zagrożony spadkiem na drugą pozycję. Rzecz wybitna.

czwartek, 3 lutego 2011

# 41 - Angouleme - polski wybór 2011.

Już 12 lutego 2011 w Galerii Pauza w Krakowie (ul. Floriańska 18/3) odbędzie się uroczyste ogłoszenie wyników Nagrody Angouleme - polski wybór 2011. Nie będzie to jednak jedyna atrakcja tego dnia. W Krakowie pojawi się gość specjalny - Guillaume Bianco, laureat tej nagrody za rok 2010! Ponadto krakowskie wydawnictwo Post, wyda z tej okazji nagrodzony komiks Bianco- "Mglisty Billy". To nadal nie wszystkie atrakcje.



Ponieważ nagroda obchodzi swoje dziesięciolecie, zorganizowano wystawę trzydziestu dwóch plansz komiksowych, poprzednich siedmiu laureatów.
I tak czytelnicy będą mogli podziwiać oryginalne plansze Frederika Peeters`a (nagrodzonego w 2002 i 2004 za "Niebieskie pigułki" i "Lupusa"), Joann Sfara (2003 za "Kota rabina"), Marjane Satrapi (2005 za "Kurczaka ze śliwkami"), Blutcha (2007 za "Rozkosz"), Cyrila Pedrosa (2008 za "Trzy cienie"), Sébastiena Chrisostome (2009 za "Pod prąd") i tegorocznego gościa Guillaume Bianco (2010 za "Mglistego Billy`ego"). Zabraknie tylko plansz z komiksu "Les damnés de Nanterre", zwycięzcy za rok 2006 - Chantala Montellier`a. Komiks "Les damnés de Nanterre", to zresztą także jedyny tytuł z tego doborowego towarzystwa, jaki nie doczekał się polskiej edycji. Wydawcą "Trzech cieni" w 2008, była Kultura Gniewu a pozostałe tytuły wypuściło na rynek wydawnictwo Post.



Kolejne atrakcje to bitwa młodych komiksiarzy, która odbędzie się o godzinie 12:00 a także pokaz dwóch znakomitych filmów animowanych, czyli ekranizacja arcydzieła powieści graficznej Marjane Satrapi "Persepolis" a także "Trio z Belleville", którego reżyserem jest doskonale znany u nas scenarzysta "Dziadka Leona" Sylvain Chomet.

Wstęp wolny.


Program :

12.00 Bitwa młodych komiksiarzy

17.00 Ogłoszenie laureata nagrody 2011 i spotkanie z Guillaumem Bianco.

18.00 Wernisaż wystawy 10 lat Nagrody Angouleme: polski wybór.

19.00 Projekcja filmów animowanych:

- PERSEPOLIS (90 min), francuski długometrażowy film animowany, realizacja : Vincent Paronnaud, Marjane Satrapi

- TRIO Z BELLEVILLE (80 min), długometrażowy francusko-belgijsko-quebecki film animowany, realizacja: Sylvain Chomet

Kino 18, ul. Floriańska 18/5, II piętro



OBECNOŚĆ OBOWIĄZKOWA!

piątek, 14 stycznia 2011

# 40 - Wernisaż wystawy "Czas na komiks" - foty.

Dziś o godzinie 19:00 w BWA Wrocław, odbył się wernisaż wystawy "Czas na komiks".


Plusy:
a) Prace komiksowych rysowników wystawiono w samym centrum, kilka kroków od rynku.
b) Prace pierwsza klasa, szczególnie podobały mi się plansze Gawronkiewicza, Schneidera (podobno jednak był - gafa z mojej strony), Trusta i (o dziwo) Rebelki.
c) Album wydany przez Timofa, prezentuje się doskonale. Format, papier, okładka ze skóry dzika, doskonałe wydanie. Cena adekwatna do zawartości.
d) Nie było Trusta, ale 24 stycznia pojawi się na wystawie. Należy śledzić stronę BWA.
e) Na wernisażu pojawiło się masę osób. Mam nadzieję, że nie o darmowe wino chodzi. :-) Mój komentarz po szokującym ogarnięciu ilości osób: (K...a! Tu jest więcej ludzi, niż czytających komiksy w całej Polsce!)
Minusy:
a) Brak nagłośnienia podczas samego otwarcia wystawy. Organizatorzy przemawiali a nic nie było słychać. Dużo zwiedzających chodziło w tym czasie, komentując prace, nie wiedząc nawet o rozpoczęciu. Inna sprawa, że niektórzy (nazwijmy ich wieśniakami), stali w kółku i zamiast grzecznie słuchać, co do powiedzenia mają organizatorzy, gadali sobie, przeszkadzając innym odwiedzającym i organizatorom. Jak to powiedział kiedyś trafnie mój przyjaciel: "W wieśniactwie nie chodzi o miejsce zamieszkania, ale o stan umysłu".
b) Ten minus wynika z poprzedniego: myślę, że mało kto słyszał ile album kosztuje, a tylko podczas otwarcia miał promocyjną cenę 50 zł (zamiast okładkowych 80 zł). Pewnie sporo osób nie słyszało tego info o promocji. Ba, nawet nie wiedzą, że jest jakiś album!!!
c) Nie widziałem miejsca, w którym to sprzedawaliby te albumy... (?)
d) Brak gwiazd polskiego komiksu na wernisażu. Gdzie Rebelka, Gawronkiewicz, Schneider? Nieładnie:-)



Plansza z drugiego tomu Diefenbacha (czekam!!!!!):



Prace Rebelki i zwiedzający:



Death pokazuje...Death:



Mój prywatny paparazzi Piotrek i jego ulubiona rockowa plansza:



Oryginalne okładki z "Esencji" i z "Romantyzmu" i moje pełne zazdrości oczy, które chcą je podp.....lić z wystawy:



Sztuka, któż ją zrozumie...



Coraz więcej ludzi...



Jeszcze więcej ludzi. Na razie to tylko 1/30 tego, co będzie:



Piotrek koniecznie chciał mieć strzeloną fotę przy tej planszy. No to ma:



Cudowne plansze z 3 tomu "Mikropolis" (Jak by je tu pod..bać?;-)):



Też byś tak cmokał, gdybyś właśnie zobaczył "Wiedźmina" Trusta!


Koniec.
Dziękuję za uwagę.

czwartek, 13 stycznia 2011

# 39 - Noce nieskończone.

4:23, tykający zegar w kuchni to najgłośniejszy, obok mojego skrzypiącego fotela przedmiot w tym mieszkaniu. Za kilka godzin, zegara nie będzie słychać - zagłuszą go tramwaje.
Na podłodze w łazience - często mytej i czystej zresztą - jak zwykle o tej porze, pojawiły się srebrne, długie robale, żywcem wyciągnięte z "Cromwell Stone" Andreasa. A przynajmniej tak mi się kojarzą, kiedy w nocy odwiedzam łazienkę.
Na przeciwko, nasza młoda i urodziwa sąsiadka, jak zwykle tańczy do lustra.
Rankiem, kiedy się golę, chodzi po swoim mieszkaniu zupełnie naga a kiedy wracam z imprez ok 4, ona tańczy.
Nie wiem czy to jej zawód czy hobby.
Taniec i chodzenie nago.
Serio serio.
Przynajmniej sąsiedzi mają rozrywkę, ja nie narzekam.
Breslau to ciekawe miasto.
Za kilkanaście godzin wybieram się na wernisaż "Czasu na komiks".
Dopijam mleko (pij to będziesz duży) i idę spać.
Poprzednia nazwa bloga - Noce nieskończone - jakoś bardziej pasowała.
Naprawdę muszę wymienić klawiaturę...
I muszę nauczyć się stawiać przecinki...

piątek, 1 października 2010

# 38 - Czas na Łódź.

Wyruszam o 8:20 z Wrocławia, przez Ostrów, o 13:20 jestem w Łodzi Kaliskiej.
W pociągu przeczytam: Usagi: Opowieść Tomoe, Klezmerzy.


Plan na jutro:

1. ul. Nawrot 8 15.00 Papcio Chmiel po łódzku.
2. Galeria Stara ŁDK 17.00 Wernisaż wystawy konkursowej.
3. Galeria Moja ŁDK 17.30 Mistrzowie polskiego komiksu – wernisaż wystawy Michała Śledzińskiego.
4. Galeria Chimera 18.30 Mistrzowie polskiego komiksu – wernisaż wystawy Tadeusza Baranowskiego.


W tym roku po autografy nie stoję, no chyba że do Rosińskiego;-)


Nadal mam ten sam paskudny charakter.
Ale kosy nie biorę...
Plan jest taki: Wpadam do Łodzi, przybijam piątki i wypadam z Łodzi w niedzielę wieczorem.
Dobry plan nie jest zły.
Do zobaczenia na MFK (bez głupiej końcówki iG).