9 godz. temu
sobota, 5 grudnia 2009
# 29 - Moja pierwsza recenzja "Łaumy".
Łauma - prawdziwa perełka i mistrzowskie posunięcie marketingowe. Komiks na który czekałem ja (i wiele innych osób) przez dłuuugie pół roku z wypiekami na twarzy, poznawszy wcześniej tylko początek tej historii. KG i KRL genialnie to obmyślili. Najpierw rzucili gawiedzi pierwszy rozdział...ale nie, nie cały od razu. Męczyli biednego i chorego na niedomiar "Łaumy" czytelnika każąc czekać na kolejne odcinki, nic sobie nie robiąc ze szlochów uzależnionych od historii fanów komiksu. W końcu po błaganiach i tysiącach listów do wydawnictwa, lód w sercach wydawców i KRLa pękł. Na tajnej naradzie w mieście Warszawa w wydawnictwie Kultura Gniewu, postanowiono ukazać światu resztę historii "Łaumy". Jak postanowiono tak też zrobiono. A stało się to na Festiwalu Komiksu w Łodzi. W owym czasie przybyło do Łodzi wielu zacnych mężów - w doskonałej kondycji fizycznej, dobrze ubranych i majętnych. Zakupili "Łaumę" jakby w pakiecie z innymi komiksami z KG i specjalnie niewzruszeni odeszli od stoiska warszawskiego edytora. A byli to ci co mieli szczęście wcześniej nie obcować z komiksem Karola na blogu Kultury Gniewu. Cała reszta podchodzących do wcześniej wspomnianego stoiska była straszliwie wychudzona. A w nędznych portfelach z trudem uzbierali po 20 polskich złotych każdy, potrzebnych do zaspokojenia wiadomej potrzeby. A przywdziani byli równie nędznie jak zawartość ich portfeli. W ich oczach widać było białą gorączkę a wypowiadali tylko jedno słowo, za to bez przerwy: "Łauma...Łauma...Łauma...". Po odejściu od kasy, natychmiastowo udali się w poszukiwaniu spokojnego kąta gdzie w końcu mogli poznać resztę historii małej Dorotki. A było tych ludzi-zombie w liczbie może i paruset. W końcu zabrakło kątów w łódzkim Textilimpeksie więc posiadali na schodach, na poręczach i różnych dziwnych miejscach których nazw tu nie przytoczę. Po każdej przeczytanej stronie ich wygląd diametralnie się zmieniał...na lepsze. Najpierw szaty odzyskały swój normalny wygląd - plamy zamieniły się w mosiężne guziki a liczne rozdarcia w piękne błękitne wstążki. W końcu wychudzone twarze nabrały rumieńców a włosy odzyskały blask i kolor. Biedni uzależnieni fani komiksu zmienili się spowrotem w normalnych ludzi. Tak oto dokonało się półroczne oczekiwanie na "Łaumę" a przez co przeszli Ci biedacy to wiedzą tylko oni sami. Przywiezione do Łodzi egzemplarze "Łaumy" szybko się rozeszły i podobno do dziś dnia przed łódzkim domem kultury, koczuje dziesięcioosobowa grupka która nie zdążyła kupić komiksu KRLa a z ich namiotu wydobywa się jeden dźwięk: "Łauma...Łauma...Łauma...". Może ktoś odważny w końcu podejdzie i powie im że festiwal dawno się skończył a Łaumę można kupić w wielu sklepach internetowych. Ale pewnie i tak te słowa do nich nie dotrą.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


0 komentarze:
Prześlij komentarz