
Około 17 byłem tak zmęczony że zasnąłem w 5 minut na kanapie. Obudził mnie unoszący się po całym domu zapach właśnie się piekących świątecznych ciasteczek a chwilę później przeczytałem w gazcecie telewizyjnej, że w czwartek i piątek poleci Kevin i Szklana Pułapaka. Czyli robi się świątecznie a mnie ta atmosfera zaczyna nawet trochę brać. W sumie ciągle na nie narzekamy ale święta są nawet całkiem spoko.
PRZECZYTANE:
"Liga obrońców planety Ziemia: Mroczna Wizja" - Kiedyś dawno temu chyba nawet to raz czytałem ale niewiele pamiętałem więc sobie wchłonąłem raz jeszcze. Parodia komiksów superbohaterskich w niezłym wydaniu. Łauma to to nie jest ale daje radę. Najlepszy jest ten pies który co chwila biega na piwo - jego wygląd i w ogóle cały motyw z piwem naprawdę mnie zniszczył. Widać że KRL ćwiczył jeszcze kreskę ale pomysłów to nikt mu nie może odmówić. Pamiętam, że kiedyś dawno temu w magazynie, chyba Premiery była jakaś taka wkładka typu "chichot" i mnie wtedy totalnie rozwalił taki krótki komiksik o gościu który na wiosnę, po roztopach, zrobił sobie breloczek ze szkieletu zamarzniętego i zakopanego w śniegu dzieciaka. I to był chyba komiks KRLa. No więc Liga to album pełen takich właśnie pomysłów. Już wiem też co miał na myśli Karol mówiąc na imprezie podczas MFK o braku korekty tego tytułu. Miejscami historia wydaje się mało spójna. Faktycznie mógł to ktoś przed drukiem przejrzeć i trochę podpowiedzieć co i jak zmienić. Ale w sumie to i tak fajny komiks.

"Calvin i Hobbes 6: Rozwój nauki robi brzdęk" - Mój pierwszy w całości przeczytany tom Calvina (drugi czytany w ogóle ale nie pamiętam ile wchłonąłem tamtego). No i co? No i jest całkiem całkiem. Bardzo często powtarza się jeden i ten sam motyw - Calvin coś sobie wyobraża, nagle jego sen na jawie zostaje przerwany i okazuje się że znalazł się w dziwnej sytuacji. Nie uważam, żeby właśnie powtarzalność żartów był minusem tej serii. Wszak na ogranych motywach i powtórzeniach są zbudowane inne komiksy tego typu (np. Garfield). Minusem serii jest to, że bardzo często możemy domyślić się co się stanie za kilka obrazków i właściwie już znamy zakończenie kolejnej krótkiej historyjki. A tak być chyba nie powinno. Wolałbym być częściej zaskakiwany. Siłą serii jest to że Calvin wciąga i nawet jeśli domyślamy się tych zakończeń (ale oczywiście nie zawsze się domyślamy) to i tak chcemy je poznawać. No i ta niesamowita mimika postaci. Te oczy, te miny małego chłopca są narysowane wręcz fenomenalnie! Na pewno sięgnę po inne tomy serii.

"Fistaszki Zebrane 1: 1950-1952" - Pierwsze 100 ston to prawie zawsze poziom najgorszych karteczek z Donaldem z gumy balonowej (są wyjątki) i trochę się męczyłem z tymi prostymi żartami. Ale na 103 stronie pojawia się małe pianinko na którym Schroeder - moja ulubiona postać z Fistaszków - po raz pierwszy odgrywa Bacha. I od tego momentu paski M. Schulza ze strony na stronę stają się coraz lepsze i lepsze i lepsze...aby pod koniec albumiku wejść na poziom absolutnie nieosiągalny dla "Calvina i Hobbes`a". Ileż tam jest rozmaitych pomysłów! Żarty się powtarzają (jak to w komiksach tego typu) ale jest ich tyle że zdarza się to naprawdę rzadko. Nadal nie mogę z paska na którym Schroeder zjeżdża ze zjeżdżalni wprost na pianinko aby mieć większą moc podczas grania Beethovena. Genialny komiks dla inteligentnych ludzi, poziom międzyplanetarny! Na szczęście można sobie kupić jeszcze tom drugi ale po nim to już się będę pewnie męczył i słał maile do Naszej Księgarnii kiedy w końcu wydają trójkę. Podsumowując: Jaki Calvin? Fistaszki!

Nom, żal Brittany Murphy, zaledwie 32 lata miała. Sprawiała wrażenie uroczej babki no i miała w sobie to coś.
OdpowiedzUsuń na zawszeCo się stało z Twoim blogiem?
OdpowiedzUsuń na zawsze